628-390-felieton-vangaal

Przyszedł na świat 8 sierpnia 1951r. w Amsterdamie. Karierę trenerską rozpoczął w 1986r. obejmując młodzieżowy zespół Ajaxu. Tak przez kolejne lata przywracał świetność takich klubów jak Bayern Monachium czy FC Barcelona. W 2012r. przejął reprezentacją Holandii by zdobyć z Nią medal na Mistrzostwach Świata, jak już wiemy – zadaniu podołał.

Poprzez ten turniej pokazał światu całą gamę swoich charakterystycznych zachowań, od zmiany bramkarza z Cilessena na Krula w 120 minucie meczu, aż do wypowiedzi o olaniu meczu o trzecie miejsce, ponieważ „jest to mecz przegranych, a trzecie miejsce nie jest zwycięstwem”. Była to wypowiedź szaleńca czy raczej twardego mężczyzny o charakterystyce typowego zwycięzcy?

Pewne jest to, że ten Holender w 2014 roku podjął się wyzwania odbudowania potęgi i świetności jednego z największych klubów jakie istnieją na ziemi – Manchesteru United. Tu można zadać sobie dokładnie to samo pytanie co po kontrowersyjnej wypowiedzi Van Gaal’a na temat meczu o brąz. Ponieważ KTO podjąłby się przywrócenia klubu na tak wspaniałą ścieżkę jak za kadencji wielkiego Sir Alexa? Zdecydowanie nie mogę sobie wyobrazić innej tak dumnej i tak pysznej osoby, która podjęłaby się tego zadania, niż Holender, który by udowodnić piłkarzom Bayernu, że dobry zawodnik musi mieć „jaja” zdjął przed Nimi spodnie.

Cała przygoda Holendra z Manchesterem zaczęła się wyśmienicie: przez całe tournee nie przegrał On ŻADNEGO spotkania, a w swoim debiucie w klubie pokonał LA Galaxy aż 7:0! Następnymi krokami jakie poczynił były spektakularne transfery Angela Di Marii i Radamela Falcao. Szkoleniowiec przekazał tym światu, że bez wątpienia – Manchester United się nie skończył i wciąż może pozyskiwać graczy światowego formatu.

felietony-1-lvg1Jakież było zaskoczenie kibiców, gdy w pierwszych spotkaniach Premier League klub z Old Trafford kompletnie nie mógł się odnaleźć. Porażka na inaugurację na Old Trafford przeciwko Swansea, przegrana z beniaminkiem z Leicester 5:3… Potknięcia można tak wyliczać jeszcze długo, ale ważne jest to, że kibice nie mogąc dłużej czekać znaleźli sobie swojego „kozła ofiarnego”, a mianowicie formację 3-5-2 stosowaną przez trenera. Cóż, ciężko zaprzeczyć, że stosowanie formacji z 3 środkowymi obrońcami przeciwko Angielskim drużynom bazującym się na mocnych skrzydłowych, nie miała prawa bytu. Jedno jest pewne, Louis Van Gaal dał swoim zawodnikom pozwolenie na granie otwartego football’u, lecz wyniki w stylu 2:1, 3:2 itp. zdecydowanie go nie satysfakcjonowały.

Dalszy okres w sezonie obfitował w poszukiwania odpowiedniej formy zespołu. Skutkowało to wystawianiem Di Marii na pozycję „9”, Rooney’a na pozycje „8” i nawet „6”, Maty na skrzydle, stosowaniem przestarzałej już formacji 4-2-2 z dwoma napastnikami wystawionymi w jednej linii. Występy bardzo dobre przeplatały się z tymi złymi, Louis wciąż szukał złotego środka, a fani zaczęli felietony-1-lvg2być coraz bardziej podirytowani zaistniałą sytuacją. Aczkolwiek, to raczej normalne. Dziecko, które jest przyzwyczajone do dostawania najdroższych zabawek nie ucieszy się z encyklopedii na święta.  Skutki były różne, większość wciąż powtarzała, że Holender zasługuje na dalsze szanse, ale byli też tacy, którzy byli gotowi go ukamieniować.

Przełom miał nastąpić podczas wygranego w 2 części sezonu meczu przeciwko Tottenhamowi 3:0. Gra się kleiła, zawodnicy znów grali na jeden kontakt, bardzo niekonwencjonalnie, a do tego byli w stanie utrzymywać się stale przy piłce. Kolejnym zwycięstwem było pokonanie rywala zza miedzy – Manchesteru City aż 4:2!
Po tym mimo przegranego meczu z Chelsea Louis Van Gaal przeszedł do historii jako ten, który spowodował, że Chelsea była przy piłce krócej niż przez 40% czasu trwania meczu. felietony-1-lvg3Niestety, kilka ostatnich meczów w sezonie zdecydowanie przypomniało te z fatalnych początków: mała skuteczność, klepanie w poprzek, zero zagrożenia pod bramką rywali. Co do tego? A to, że Louis zasłynął ze Swoich kontrowersyjnych zmian.

Sezon udało się zakończyć, tak jak Louis założył Sobie wcześniej, na 4 miejscu, a dało to możliwość zagrania w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Był to przeskok od ostatniego sezonu aż o 3 lokaty (niewątpliwie jeszcze jeden taki przeskok będzie mile widziany przez fanów United). Nie można podważyć tego, że duża zasługa w tym osiągnięciu leży po stronie wspaniale dysponowanego w zeszłym sezonie Davida De Gei.

Pod koniec sezonu Van Gaal zapowiedział, że chciałby mieć wszystkie transfery dopięte jeszcze przed rozpoczęciem tournee (18 lipca). Tak jak powiedział – tak zrobił, do klubu dołączyli kolejno Memphis Depay, Matteo Darmian, Bastian Schweinsteiger oraz Morgan Schneiderlin. Cóż, koniec tego dobrego – kontrowersyjnych decyzji ciąg dalszy: pierwszy mecz torunee, Memphis na pozycji numer 10! Skandal, szok, skazany, ściąć! Kibice, prasa – pewnie nawet sam Memphis, byli zniesmaczeni kolejną próbą przekwalifikowania zawodnika na inną pozycję. Tak jak wyniki mogły nastrajać pozytywnie, tak sama gra już nie. Nie było widać w Niej polotu i okazji strzeleckich.

Sezon znów był inaugurowany na Old Trafford, trener powtarzał stale, że „sezon trzeba zacząć zdecydowanie lepiej niż sezon temu, nie możemy przegrać, nie przegramy”. Tak jak powiedział, znów zrobił. Teraz można być pewnym jednego: po 3 meczach w PL mimo 2 strzelonych bramek zespół nie stracił jeszcze żadnego gola!

Czyżby to był ten złoty środek LVG? Osobiście myślę, że On wciąż go poszukuje. Tak jak rok temu grali otwarty i ryzykowny football, a kibice narzekali na wiele traconych bramek, tak teraz zespół gra spokojniej, z rozwagą, a sama gra może się zdawać nudniejsza, ale co za tym idzie? Nie tracą goli! Jestem prawie pewien, że Manager szuka odpowiedniego BALANSU (!) między zamkniętą i spokojną grą, a otwartymi atakami z polotem. Czyżby to była ta filozofia i ten cały proces dążenia do tego? Po ponad roku pracy twardego trenera jedno możemy powiedzieć: jak mówił, tak zrobił. Pozostało Nam mu zaufać, bo nic innego nie mamy zrobić, a zdaje się, że On wie co robi. Czekajmy, jak to kiedyś powiedział Antoine de Saint-Exupéry: „Nie trać nig­dy cier­pli­wości,  to jest os­tatni klucz, który ot­wiera drzwi”.

Autor felietonu: kajtii