Giggs o spotkaniu z Guardiolą, po którym chciał zakończyć karierę

628-390-giggs-5

Ryan Giggs za pośrednictwem „The Telegraph” opowiedział o pierwszym spotkaniu z Pepem Guardiolą, po którym poważnie myślał on nad wcześniejszym zakończeniem piłkarskiej kariery.

– Po moim pierwszym meczu przeciwko drużynie prowadzonej przez Pepa Guardiolę, usiadłem sam w autokarze drużyny i po raz pierwszy w mojej karierze piłkarskiej poważnie myślałem nad zakończeniem kariery.

– To był finał Ligi Mistrzów w 2009 roku w Rzymie, na zawsze pozostanie on w mojej pamięci jako najgorszy moment mojej 23-letniej profesjonalnej kariery piłkarskiej. To był naprawdę zły dzień dla naszej drużyny i bardzo dobry dla Barcelony. Wtedy czułem się tak jak nigdy w życiu nie chciałem się czuć. 

– To był pierwszy sezon Guardioli w roli menadżera, który zakończył wygraniem mistrzostwa Hiszpanii, Pucharu Hiszpanii i Ligi Mistrzów. Stał się on menadżerem swojej generacji, a w sobotę czeka go kolejne wielkie wyzwanie z prowadzonym przez niego Manchesterem City, który zmierzy się z Chelsea. Tamtej nocy byłem kapitanem United, kiedy on budował swoją renomę i tamto spotkanie i tamten sezon mają teraz odpowiednie miejsce w historii.

– Jeśli jednak cofniemy się do wydarzeń przedmeczowych, jest kilka aspektów, które mogłyby was zaskoczyć. Na początku byliśmy faworytami do wygrania tego finału, od początku roku byliśmy w znakomitej formie, jednak od chwili gdy przyjechaliśmy do Rzymu, sprawy zaczęły przybierać zły obrót.

– Hotel był straszny. Drobiazg? Może, ale gdy gra się finał Ligi Mistrzów, małe rzeczy mogą mieć wielkie znaczenie. We wcześniejszym sezonie graliśmy z Romą dwukrotnie i zatrzymywaliśmy się poza miastem, w pięknym prywatnym miejscu. Klub chciał ten sam hotel, jednak zabukowała go UEFA i dostaliśmy hotel gdzieś w środku miasta.

– Nie było tam pokoju, gdzie z dala od ludzi w mieście można było się zrelaksować. Drużyna była na krawędzi. Byłem w drużynie United wystarczająco długo by wiedzieć, kiedy nastroje nie były zbyt dobre.

– Oczywiście czuliśmy, że możemy wygrać. Przed meczem niepewny był występ Thierry’ego Henry’ego i Andresa Iniesty. Henry zagrał jednak do 72 minuty, a Iniesta został zmieniony w doliczonym czasie tuż przed końcem meczu. Mimo to, defensywa Barcelony tamtego wieczoru nie była najmocniejsza. Yaya Toure grał na środku obrony wraz z Gerardem Pique, który nie był jeszcze tym piłkarzem, którym stał się później. Carles Puyol grał na prawej obronie, a Sylvinho, wówczas 35-letni wystąpił na lewej stronie defensywy.

– Wiedzieliśmy, że będą oni rozgrywali piłkę od obrony i podejmowali ryzyko. Wiedzieliśmy, że możemy im stawić czoła i wygrać mecz, ale w momencie gdy Samuel Eto’o zdobył gola, musieliśmy ich gonić, a Barcelona była drużyną, przeciwko której grało się bardzo ciężko. Doskonale utrzymywali się przy piłce.

– Źle to rozegraliśmy i piłkarze muszą wziąć za to odpowiedzialność. Przyznaję się do tego. W początkowej fazie meczu graliśmy wysokim pressingiem, ustawiając się wyżej. Ja byłem ustawiony na pozycji numer 10, podczas gdy myślę, że powinienem grać głębiej i pomagać pomocnikom kontrolować mecz.

– Po golu Eto’o, którego nigdy nie powinniśmy stracić, mecz zaczął nam uciekać. Później Lionel Messi zdobył bramkę głową na 20 minut przed końcem i już się nie podnieśliśmy. Musze powiedzieć, że jako kapitan tamtego dnia upatrywałem szansy na podniesienie trofeum. To mógł być wspaniały moment. Gdy cofam się wstecz mam do siebie żal, że jako kapitan powinienem dawać przykład, a tymczasem to nie był najlepszy mecz w moim wykonaniu.

– To było moje pierwsze doświadczenie z Guardiolą i po dwóch latach znów mierzyliśmy się z Barceloną w finale Ligi Mistrzów na Wembley. Do tego momentu byli oni już drużyną o dużo lepszej pozycji i prawdopodobnie byli faworytami do wygrania tamtego meczu, ale my upatrywaliśmy swojej szansy. Wciąż myśleliśmy, że możemy z nimi wygrać.

Mieliśmy Park Ji-Sunga i Antonio Valencię na skrzydłach. Ja grałem głębiej z Michaelem Carrickiem. Z przodu mieliśmy Wayne’a Rooneya i Javiera Hernandeza. Znów straciliśmy kolejnego łatwego gola, którego strzelił Pedro. Kolejny gol Messiego w drugiej połowie podciął nam skrzydła.

Cofając się do 2009 roku wiem, że tuż po tamtym meczu w Rzymie i kilka dni po nim byłem bliski przejścia na emeryturę. Czułem, że muszę poważnie sobie wszystko przemyśleć. Przez całą moja karierę wielokrotnie byłem zdolny do dobrych występów w decydujących meczach, którymi pisaliśmy historię, jednak tamtym razem nie byłem w stanie tego zrobić.

Emocje targające mną w tamtym czasie były przytłaczające, jednak w trakcie lata przemyślałem to i zrozumiałem, że była to ekstremalna reakcja na porażkę w najważniejszym meczu, finale Ligi Mistrzów. Wówczas w 2009 roku miałem 35 lat i później rozegrałem jeszcze 5 sezonów w barwach United. Cieszę się, że nie ominęły mnie te wszystkie doświadczenia i kolejne trzy trofea.

Zrozumiałem wtedy, że nie należy w futbolu podejmować decyzji zbyt szybko, ale dać sobie czas i zobaczyć jak się wszystko potoczy. Po tamtej porażce przyjrzałem się uważniej mojej grze i zapytałem sam siebie co mógłbym poprawić. Prawdopodobnie Guardiola jest jedną z osób, którym musiałbym podziękować, że pozostałem na wysokim poziomie przez te ostatnie 5 lat. Aczkolwiek teraz wiem, że nigdy nie chciałbym czuć tego podczas kariery piłkarskiej, co zdarzyło się w Rzymie 7 lat temu.

Źródło:

The Telegraph

Dyskusja